Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/199

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


bez przerwy. Zdawało się, że w ciągu długich lat słuchając melodji synowskich wyuczył się w końcu gry na skrzypcach i teraz oto żegnając odchodzącego w zaświaty, kończy jego dzieło, tworzy część drugą improwizacji synowskiej, wykańcza „Pieśń fal“.
Nad ranem urwały się dźwięki skrzypiec płynące z baku. Marynarze poszli zobaczyć co się dzieje z ich kapitanem. Nie było tam nikogo. Tylko koło burty okrętu, w świetle zachodzącego księżyca, kołysały się na grzbietach fal skrzypce, na których przed chwilą grał Szorda, kapitan dalekiej żeglugi. Marynarze odkryli głowy i odmówili modlitwę za duszę swego kapitana. I jeszcze czas długi potem zdawało im się, że w powietrzu brzmi wygrana przez syna i ojca Szordów — „Pieśń fal“.


Po zdarzeniu tem starzy marynarze, których okręty mijają często małą, skalistą wysepkę Deserto Grando, zaczęli opowiadać, że w jasne noce księżycowe na pokład, do uszu ich wraz z poszumem fal dolatują skądś z głębin przytłumione, smętne tony skrzypiec. Nieliczni utrzymują jeszcze, że w wyjątkowo ciche i jasne noce księżycowe, gdy bezmierna płaszczyzna oceanu śpi głuchym snem głębin, pod