Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/189

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


rzadko, a i to na dni kilka zaledwie. I właśnie w te długie okresy nieobecności jego małe mieszkanko rozbrzmiewało śpiewem i muzyką. Położenie to uległo gwałtownej i zasadniczej zmianie dopiero po śmierci matki młodego Szordy, skoszonej przedwcześnie suchotami grasującemi w ciemnych i wilgotnych zaułkach portowych. Po śmierci żony stary kapitan zabrał podrastającego już syna na pokład swego okrętu. Twarde i znojne rozpoczęło się teraz życie dla młodego muzyka. Oddany pod rozkazy kucharza z instrukcją — nie pobłażać, harować musiał w kambuzie, przy rondlach i kotłach od świtu do nocy. Schudł, sczerniał od sadzy i przybladł z przepracowania, stał się smutny, apatyczny i obojętny na wszystko. Wieczorami tylko, po pracy, leżąc na swej kojce w kubryku i wspominając dawne „muzyczne“ czasy ożywiał się trochę, coś tam mamrotał do siebie, podśpiewywał, wymrukiwał jakieś urywki melodyj i pieśni, co nieprzerwanie grały mu w duszy. Bacznie acz niepostrzeżenie obserwował syna stary kapitan. Interesował się każdym jego czynem, każdym ruchem, najdrobniejszym grymasem lub skurczem drobnej twarzyczki. Cierpiał i bolał nad nim z nim razem. Kochającą myślą i sercem ojcowskiem schylał się z nim razem nad rozżarzoną blachą kuchen-