Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/185

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


białych żagli „Mewy“, dla pędu lotnego, który go nosił już od lat wielu po wszystkich wodach świata. I skał się nie lękał podwodnych ni prądów zdradzieckich. Znał je też. Znał wszystkie napamięć. Niczego się nie lękał stary Szorda. Wszystko już przeżył, zwyciężył i przetrwał. Jednego tylko się bał, jednego nie znał i nie mógł poznać. Syna swego się lękał i nie mógł zrozumieć stary kapitan. Niepodobnym do ojca był młody Szorda. Takież oczy niebieskie patrzyły w świat z pod brwi gęstych, lecz jakże inny, jakże odmienny był wyraz tych oczu! Rozsiadła się w nich jakaś zaduma głęboka, jakaś myśl uporczywa wyzierała ze spojrzenia tych oczu marzycielskich, błąkających się wiecznie i szukających czegoś w nieobjętych przestworzach. Urok i podziw piękna wystrzelał z błękitu oczu młodego Szordy. Tego piękna, które otaczało i wnikało w duszę młodzieńca. Odbijała się w źrenicach tych, masztów strzelistość, żagli biel śnieżna, lazury niebios pogodnych i czerń chmur fantastycznych, złoto promieni słonecznych i srebro poświaty księżyca, djamentami się mieniące w harmonijnym ruchu fal.
I gdy oczy młodzieńca chłonęły te dziwy przyrody ręką Stwórcy z odmętu chaosu dobyte i rzucone na nieogarnione tło wszechświata — w duszy i my-