Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/177

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Spokojnie — rzekł tylko — spokojnie, bo policja przyjdzie.
Safandopułło tymczasem ściągnął siłą szarpiącego się Banabaka z przystani na pokład, wepchnął do kubryka i przytrzymał drzwi.
— No, leź teraz do niego — syknął Grek do Mahaya — nie bój się, jak nie będzie się dawał, to już my ci pomożemy.
Ale Mahayo nie chciał. Banabak trzęsący się ze strachu za zamkniętemi drzwiami kubryku słyszał odgłosy coraz bardziej potęgującej się kłótni. Syroj i Safandopułło ciągnęli Mahaya do kubryku, ale tamten opierał się protestował, wkońcu zaczął wymyślać im na głos i żądać zwrotu jakichś pieniędzy. Kłótnia zamieniła się w końcu w bijatykę. Trzy ciała zbite w potworny kłąb tułowiów, głów, rąk i nóg potoczyły się w ciemności po deskach pokładu charcząc i ciężko dysząc. Banabak przez lekko uchylone drzwi patrzał ze zgrozą na to widowisko. Korzystając z nieuwagi walczących wymknął się z kubryku, wdrapał się po jakiejś cumie na przystań i oszalały z przerażenia pomknął nie oglądając się w ciemne ulice portowe.
Tymczasem na pokładzie szkunera gruby Mahayo wyrwał się z rąk przeciwników i odstąpiwszy na