Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/175

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


wszyscy czterej: Syroj, Safandopułło, Banabak i ów nieznany człowiek, Francuz nazwiskiem Mahayo. Grek i Rosjanin na samym wstępie oświadczyli, że zamierzają pogodzić się z Banabakiem. Wyciągnęli dłonie. Banabak uścisnął je z zapałem i nie posiadał się z radości. Przypuszczając że teraz skończą się wszystkie jego niedole wpadł w cielęcy zachwyt, rzucił się na szyję z początku Syrojowi, potem Safandopulle i nawet oświadczył w swem radosnem ogłupieniu, że lepszych ludzi i towarzyszy nie spotykał nigdy w swem życiu. Wtedy Safandopułło zamieniwszy znaczące spojrzenie z Mahayem zaproponował oblanie zgody. Rozpromieniony szczęściem Banabak przyjął to z entuzjazmem i ofiarował się zapłacić wódkę za wszystkich. Jednakże okazało się to zbędne, gdyż Syroj miał już dwie butelki w kieszeni. Za namową Mahaya postanowiono nie iść nigdzie do szynku, lecz kupiwszy zakąsek wypić wódkę na pokładzie pierwszego lepszego szkuneru, których kilka stoi przy podmurowaniu wewnętrznej przystani. Są to zdeklasowane szkunery, załogi na nich niema i nikt absolutnie tam nie zagląda.
O godzinie dziesiątej całe towarzystwo siedziało już w nieprzebitych ciemnościach kubryku jednego z tych starych, napółrozwalonych szkunerów. Bu-