Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kiem poważnie goryle zaloty wesołków, płakał, łkał, darł się w niebogłosy w czasie operacji zdzierania zeń poduszeczki, czem jeszcze bardziej podniecał zapał żartownisiów i jeszcze potężniejszy śmiech i pogardę wzbudzał w załodze. Dochodziło czasami do tego, że napół obłąkany, oszalały z rozpaczy i wstydu podbiegał do burty w zamiarze skończenia nędznego życia w falach oceanu. Wtedy na dni parę dawano mu odpoczynek i potem zaczynano odnowa. Cierpienia Banabaka nie miały końca. Kapitan Mamertyński bronił potrosze swego rodaka pokazywał i dawał wąchać prześladowcom swą włochatą pięść, a nawet raz gwizdnął nią w ucho Greka tak potężnie, że ten przez całe życie już zlekka niedosłyszał i miewał wieczorami uporczywe bóle głowy. Obrona ta nie była jednak opieką niańki i prześladowania przerywane na krótko zapachem włosów kapitańskiej pięści odnawiały się i były coraz natarczywsze i coraz bardziej wyrafinowane. Zresztą i obrona ta wypływająca z sympatji Mamertyńskiego do rodaka, wkrótce ustała z powodu pewnego wypadku, który przychylność kapitana do kucharza zamienił na niechęć, a nawet na wrogi stosunek.
A stało się to niezadługo do zarzucenia kotwic „Chinsury“ w porcie Cherbourga. Istnieje na pokła-