Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szyły poszum fal i klaskanie żagli. Zdawało się, że szał jakiś ogarnął załogę. Wtedy na śródokręciu zjawił się nagle kapitan Mamertyński. Potężną, włochatą pięścią odrzucił precz Syroja i Safandopułłę od półżywego ze wstydu i zmęczenia Banabaka.
— Tak znaczy, cóż wy tu z nim wyprawiacie? — zadudnił swym beczkowatym głosem „Mamert“. — Mamusię waszą w mózg, a rzetelnie! Rekinie ogony schlastane!
Banabak stał ciężko dysząc z opuszczoną na piersi głową. W ręku trzymał zerwaną, skórzaną poduszkę z pomiętemi rzemieniami.
— Idź do kambuza! — mruknął doń Mamertyński. A gdy Banabak odszedł, „Mamert“ pokazał jeszcze swą olbrzymią pięść Safandopulle i Syrojowi, dał im ją każdemu zosobna do powąchania i oddalił się do siebie na rufę.
Od tego dnia rozpoczęło się systematyczne znęcanie się i katowanie Banabaka przez Syroja i Safandopułłę przy powszechnym aplauzie załogi. Osią prześladowań była skórzana poduszeczka manjaka, którą zarówno Grek, jak i Rosjanin na wyścigi starali się zerwać, udając przytem jakieś niezdrowe w stosunku do Banabaka podniecenie erotyczne. Przeczulony już na tym punkcie manjak brał cał-