Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


jednym warunkiem, że nie będziecie się ze mnie wyśmiewać.
I gdy Syroj wespół z Safandopułłą zapewnili Banabaka w imieniu całej załogi, że nikt się z niego nie będzie wyśmiewać, Banabak zaczął opowiadać:
— Banabakiem, widzicie, nazywam się teraz dlatego, że będąc jeszcze w załodze „Konstantynopola” opowiedziałem towarzyszom jedną historję z mojego życia... Oni przyczepili się do pewnych szczegółów tej historji i przezwali mnie Banabakiem. Później to już tak się utarło, że sam siebie zacząłem uważać nie za Sławińskiego, tylko za Banabaka.
Banabak przerwał i zamyślił się jakby czemś zakłopotany.
— No cóż nie opowiadasz? Gadaj dalej! — odezwał się Safandopułło.
— Boję się, że będziecie się śmiać ze mnie...
— Jużeśmy ci raz powiedzieli, kuchenne sadło — wydarł się Syroj — że nikt się z ciebie nie będzie śmiał! Gadaj nam tę historję, którą żeś opowiadał tamtym z „Konstantynopola”!
— Właściwie to jest krótka historja... — rozpoczął Banabak zaczerpnąwszy pełną piersią powietrza.