Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


„Wszyscy czarci głębinowi“, których tak często, a zawsze bezskutecznie wzywał Bempo na pomoc, nic nie pomogli i, jak mu to przyrzekł porucznik Orski, „św. Franciszek z Asyżu“ zasiadł w pace i już nie „kazał do ryb“, tylko do szczurów, które dokuczając mu i w dzień i w nocy zwiększały tylko w jego sercu zawziętość przeciwko Orskiemu.
Siedząc w pace Bempo nie mógł obserwować zwiększającego się ciągle zdenerwowania porucznika Orskiego, które wzrastało z dnia na dzień w miarę zbliżania się „Gwiazdy“ do trawersu Gibraltaru. Wypuszczony nareszcie na rozkaz komendanta z ciemnej paki, widział już Orskiego bardzo krótko; był natomiast świadkiem tego, co napełniło jego duszę niezmierną radością i pozwoliło sypiać bezpiecznie, ile wlazło, zawsze i wszędzie, bowiem porucznik Hastings był na podobne sprawy niezmiernie wyrozumiały.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Tołba...
Blade smugi światła miesiąca lały się przez otwarty iluminator kajuty i kładły się mętnemi plamami na podłodze i ścianach. Mosiężny zegar nad stołem tykał rytmicznie, tykanie swe mieszając z szmerem