Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Co chcesz przez to powiedzieć? — spytał Mc. Tavich.
— To, że też porzucam służbę w towarzystwie i jadę razem z Gorskim do Australji.
— Poważnie mówisz? — spytał kapitan Gorski, puszczając z fajki kłąb dymu.
— Najzupełniej.
— Jak chcesz... — wycedził powoli kapitan, zamyślonym wzrokiem wybiegłszy poza czarny otwór iluminatora.
— Przecież dwóch was nie może być razem na wyspie — wymiamlał plączącym się językiem Kiryłła.
— Nic nie rozumiesz, pijana pało — odpowiedział Olivier — ja nie wyląduję odrazu na wyspie, będę się jej tylko przyglądał zdaleka, podczas gdy Gorski będzie spoczywał w ramionach swej wampirzycy.
— Głupie zajęcie przyglądać się — zauważył Guilherme de Faria.
— Milcz „mendoliero“. Głupiś jak gitara — odciął się Olivier — przecież nie mogę się pchać razem z Gorskim do jednej kobiety. Poczekam, aż podrośnie ich córka.
— Jaka córka? — zdziwili się wszyscy.