Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Janusz nic nie odpowiedział.
— Hę?
Milczenie.
— Kochasz ją czy co?
Wąsaty Januszek dźwignął się powoli z fotela.
— Dobranoc — rzekł — idź już spać, kamracie. Co chciałeś wiedzieć, to dowiedziałeś się, a do reszty nie wtrącaj się. Dobranoc. Idź już spać. Późno. Idź!
Wzruszyłem ramionami, uścisnąłem mocno wyciągniętą dłoń wąsatego i wyszedłem z rupki na pokład. Wróciłem do kajuty, lecz spać już nie mogłem. W myślach trwała nieprzerwanie wizja tajemniczej wyspy. Gdy dzwon okrętowy podwójnem uderzeniem oznajmił pierwszą w nocy, usłyszałem szalupę odbijającą od trapu. Przez otwarty iluminator widać było szalupę odchodzącą po wzburzonych falach od burty w mrok nocy. Na rufie jej ujrzałem charakterystyczną krępą sylwetkę wąsatego Januszka.
— Zwarjował chłop — pomyślałem sobie — któż to ląduje w taką burzliwą pogodę!
Zaczęło mnie już to poważnie niepokoić. O zaśnięciu w takim nastroju, w jakim znajdowałem się, nie było mowy. Ubrałem się znowu i wyszedłem na pokład. Szumiały fale za burtą, wył wiatr w takelunku, lecz już trochę słabiej. Na rano można się było spo-