Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


cu w bezkształtną masę mięsa, kości i krwi. Może się zdarzyć. Bywało to już nieraz.
Czy już mnie zrozumiałeś?
Jest obłąkana. Obłąkana od owej pierwszej burzliwej nocy w miotanej sztormem szalupie. Pomyśl tylko! Wśród szalonej burzy i czarnej nocy, rozjaśnianej tylko łyśnięciami błyskawic wrażliwa kobieta południowej rasy broniąc swej czci w ramionach napastnika wbija swe zęby w jego gardło i nie popuszcza śmiertelnego skurczu szczęk, aż do chwili ostatniej gdy ciało jego syte już pieszczot brutalnych wali się omdlałe z upływu krwi broczącej z krtani. Pomyśl tylko! Czy nie kojarzy się w obłąkanym umyśle jej miłość, zapach krwi i grzmot burzy?
Mam lat zaledwie trzydzieści, a jestem już siwy i ręce moje tak śmiesznie się trzęsą...
Strasznie jest żyć w odosobnieniu z człowiekiem szalonym. Zgroza, gdy tym człowiekiem jest własna ubóstwiana kochanka. Burzliwe są noce na tych szerokościach. I gdy z wieczora słyszę niespokojny pomruk fal, gdy widzę postrzępione zwały czarnych chmur lecące po niebie gdy czuje tchnienie wyjącej wichury — nie jestem nigdy pewien, czy zrana wstanę żywy z łoża miłości.
Ratuj! S.O.S., S.O.S., S.O.S., ratuj dusze nasze!