Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/577

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


51.

Czemuż wiersz mój niepłynny, by swém słodkiém brzmieniem
Zachwycał czytelnika! — gdyby siostry wieszcze.
Obdarzyły mnie wzniosłém i silném natchnieniem,
Pisałbym epopeję i oprócz nich jeszcze
Składałbym różne wiersze, duchowne i świeckie,
Opowieści syryjskie, assyryjskie, greckie;
W nichbym dziwił zachodnim sentymentalizmem,
Połączonym szczęśliwie wraz z orjentalizmem.

52.

Lecz ze mnie lichy pisarz, jakiś dandy — który
Zaczyna swe podróże i końcówki zbiera,
Jakie pierwsze napadnie w słowniku Walkera;
Jeśli to niestosowne — nie dbając na chmury
Panów krytyków, kładzie gorsze kalambury,
Aby tylko wierszować. Słowo kawalera
Daję, że w podłéj prozie wolałbym pisować —
Ale dziś w modzie rymy — więc trzeba rymować.

53.

Laury z hrabią mowa, jak się czasem zdarzy,
Przetrwała pół tuzina ściennych kalendarzy.
Ale to nie oznacza, by wśród ciągłéj zgody
Miała upłynąć. Czasem spoglądał zazdrośnie,
I dąsał się pan hrabia, co jednak ugody
Nie rwało — owszem, miłość przez te kłótnie rośnie;
A kochanek z pałaców, jak z pod wiejskiéj strzechy
Każdy z zazdrości jakiéjś doznaje uciechy.

54.

Lecz rzecz zważywszy, byli parą tak szczęśliwą,
Jak tylko życzyć można. — Pani urodziwą,
A hrabia był ognistym — ich zaś więzów kłódki
Tak lekkie, iż je zrywać rzecz nie była warta,
Świat ich wielki poważał — i tylko dewotki
Zgorszone, modliły się, aby w ręce czarta
Poszły prędzéj ich dusze. Ale djabeł przecie
Długich modłów i aktów strzelistych nie sluchał,
I wolał pozostawić grzeszników na świecie,
By ich przykład na ziemi występki rozdmuchał.