Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/548

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Na młodą parę spojrzeniem, tak właśnie
Jak lew na lwięta popatrzy, nim zaśnie;
I o kamienne znowu wsparł się stosy,
Jakby o przyszłe niedbający losy.

X.

Lecz krótka służy do dumania chwila;
Gdzie sterczy skała przylądku wyniosła,
Groźbą szumiące słychać wrogów wiosło.
Na ich zagładę wszystko się wysila,
A przeciw losom ich jedyna tarcza
Czyż Tobanaju dziewica wystarcza?
Ona przed niemi stanęła na straży,
I zbrojny zdala gdy dostrzegła statek,
Co chce tułaczów wytracić ostatek,
Szybko na swoich skinęła wioślarzy,
I dwa czółenka już fala kołysze,
W jednym Chrystyan i dwaj towarzysze...
Lecz jéj z Torkwilem nic już nie rozdzieli,
W drugiém oboje na morze pomknęli.
Daléj, a daléj! Po pianie, po białéj,
Płyną, gdzie wieńcem czernieją się skały,
Gdzie ptak się gnieździ, gdzie łoże narwala[1]
Sama w kamieniu wydrążyła fala.
Szybko po sinéj szczeblują się toni
Szybko za niemi prześladowca goni:
To grozi zdala, to naciera z blizka,
To znów ich traci, to znowu naciska,
Teraz ażeby omylić pogonie,
W przeciwną stronę każda łódka bieży.
O! prujcie wiosła, prujcie w fali łonie!
Od was tu życie i miłość zależy.
O! raźno, szybko, łódka Neuhy pędzi
Skrzydłem miłości tam do skał krawędzi!
Blizki ratunek — z blizka wróg już godzi —
Och! chwila jeszcze! — O! leć, lekka łodzi!






  1. Narwal, pies morski.