Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/501

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


„Zejścia się nasze bywały skrytemi;
Mówią, że miléj jest się kochać skrycie,
Nie wiem — lecz setne byłbym oddał życie,
Gdybym raz usty mógł ją nazwać memi
Moją, w obliczu i nieba i ziemi.
Myśl ta mi bowiem ciągle truła duszę,
Że ją ukradkiem tylko kochać muszę.

VIII.

„Mnóstwo ócz patrzy na kochanków dwoje,
Mnóstwo i na nas patrzyło oboje,
Niegrzeczny dyabeł zdrajcę naprowadził,
Lecz krzywdzę dyabła — nie dyabeł nas zdradził;
Pewno tam na ten związek cudzołożny
Jakiś świętoszek wylał jad pobożny.
Czujne nas szpiegi nocną zeszły dobą,
Zeszły, napadły i porwały z sobą.
Wściekał się hrabia — ja byłem bez broni,
Lecz choćbym nawet i miecz trzymał w dłoni,
Cały się wreszcie uzbroił żelazem,
Cóż mogłem począć przeciw tylu razem?
Blizko to zamku pańskiego się działo,
Zdala od miasta — i ledwo że dniało,
Znikąd ratunku — w tak straszliwéj dobie,
Kilka chwil tylko jeszcze licząc sobie,
Boga za grzeszne przepraszałem życie,
Kilku się świętym polecałem skrycie,
Pewny, że zginę — gdy mię tłuszcza podła,
Z krzykiem przed bramę zamkową przywiodła.
Wieczny z Teresą rozłączył nas przedział,
I jużem odtąd nic o niéj nie wiedział.
Okropną była wściekłość wojewody,
I prawdę mówiąc, miał do niéj powody;
Najbardziéj przeciéż złościł się z obawy,
By po nim jakiś tam owoc nieprawy
Imienia jego potomka nie zyskał.
Nie mniéj i na tę myśl się wzdrygał, ciskał,
Że mu ta plama zbrudzi tarcz herbową,
Rodu, którego on właśnie jest głową. —
W rzędzie on szczytnych sam się mieścił ludzi,
Myśląc, że wszystkich swoim blaskiem złudzi,
Mnie zwłaszcza swoją wielkością omami:
A ta, o zgrozo! dla pazia się plami!