Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/480

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



I.

Włos mój osiwiał — lecz nie wiek zgrzybiały;
Ni ten grom nagłéj trwogi, przerażenia,
Co przez noc jednę ludzi w starców zmienia,[1]
Taką mu białość nadały.
Schylony — lecz nie prace, znoje,
Podła to gnuśność zgięła postać moję,
Strasznym był los mój — dźwigałem kajdany,
Zostałem z ziemi, powietrza wygnany,
W czarną wtrącony otchłanią!
Lecz, że to było w wiary méj obronie,
Chętniem do więzów moje podał dłonie,
Byłbym nawet umarł za nią.
Ojciec za wiary téj cnotliwy opór
Poddał swą głowę pod katowski topór,
A jak wspólników téj tak świętéj winy,
Wszystkie do więzień powtrącano syny.
Z siedmiu nas — jeden zostałem na świecie,
Ojciec był w leciech, bracia w wieku kwiecie;
Wszyscy tém w zgonie, czém i w życiu byli,
Wrogów się swoich wściekłością chlubili.
Jeden w płomieniach — dwóch na polu sławy
Krew swą przelało dla téj świętéj sprawy,
Mężnie jak ojciec za Boga umarli,
Którego nasi kaci się wyparli,
Trzech nas wrzucono w loch czarny, straszliwy,
Z których sam jeden pozostałem żywy.

  1. Ludovico Sforza i kilku innych. Mówią, że choć nie w tak krótkim czasie toż samo zdarzyło się królowéj francuskiéj, żonie Ludwika XVI. Zapewniają, że równie jak z przestrachu, tak z cierpień duszy włosy nagle siwieją. Nie bojaźń zapewne, ale boleść wewnętrzna zbieliły włos Maryi Antoanetty.