Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/468

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Umarłby z wstydu, gdyby swéj katuszy
Przed okiem świata nie mógł ukryć w duszy,
Na nią jednakże nie śmiał rzucić wzroku;
Stała mu w myśli okropność wyroku,
Zbrodnia — wstyd — miłość — pamięć dni tak świetnych,
Straszny gniew ojca — wzgarda serc szlachetnych,
Ziemska — wieczysta kara ciężkiéj winy,
A zwłaszcza, zwłaszcza przyszłość Paryzyny!
Nie — nigdy jego nie mogły źrenice
Spojrzéć się na jéj trupio blade lice,
Ryknąłby z żalu i przeklął tę chwilę,
Przez którą na nią ściągnął nieszczęść tyle!

XII.

„Wczoraj się jeszcze — tak Azo zaczyna —
Z chlubą patrzyłem na żonę i syna,
Dziś z tak drogiego marzenia ockniony,
Dziś jeszcze będę bez syna i żony.
Czeka mię ciężar dni pustych, samotnych...
Lecz niechaj losy spełnią się zacięte.
Któżby nie karał przestępstw tak sromotnych?
Nie jam to zerwał te węzły tak święte.
Stało się — Hugo, wyrok twój wydany,
Wszystko gotowe — kapłan przywołany,
Pójdziesz zapłatę zbrodni twéj odebrać.
Nim pierwsze w górze gwiazdy zajaśnieją,
Staraj się w niebie łaskę twą wyżebrać,
Tam tylko możesz sięgać twą nadzieją.
Gdyż na téj ziemi nigdzie się nie zmieści,
Twoja sromota przy mojéj boleści.
Żegnam cię — nie chcę patrzyć na śmierć syna...
Lecz ty — ach! gniew mi krew i usta ścina —
Ty, któréj sercem sama płochość władnie,
Kobieto, czarną niewiarą splamiona,
Ty patrzéć będziesz, jak ta głowa spadnie:
Nie ja — ty sama zabijasz Hugona.
Jeźli nie skonasz w tak okropnéj dobie,
Ciesz się twém życiem, zostawiam je tobie.“

XIII.

Skończył, twarz zakrył. — W każdéj czoła żyle,
Z taką potęgą bije krew wezbrana,
Jak gdyby z żył tych ciągle wypierana,
Ciągle w zdwojonéj powracała sile.