Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/467

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


X.

Stoi i ona niema, blada, drżąca,
Stoi na straszny wyrok czekająca;
Nie taką była, gdy w świetność godową,
Po lśniących salach wdzięczną ócz wymową
Radość i szczęście rozsyłała wszędzie,
Gdy dumą było stawać w sług jéj rzędzie,
Gdy każda piękność chcąc piękniejszą zostać,
W słodkie jéj głosu wuczała się dźwięki,
W jéj chód, w jéj układ, jéj uroczą postać,
I w jéj królewskie i godność i wdzięki.
Ach! gdyby wówczas jednę łzę zroniła,
Krzywda jéj wszystkich serc-by krzywdą była,
Tysiąc rycerskich powstałoby męży,
Tysiąc błyszczących wzniosło się oręży;
A dzisiaj jaka w niéj i drugich zmiana —
Możeż co kazać — i będzież słuchana?
Damy — rycerze — cały dwór dokoła —
Spuszczają oczy — milczą — marszczą czoła,
Sroży się dumna na ich ustach wzgarda,
I każda z twarzy tak zimna i twarda!
Ten Hugo nawet, co do jéj pomszczenia
Zwykł tylko czekać na błysk jéj spojrzenia,
Co gdyby więzy swe na chwilę zrzucił,
Lub-by sam poległ, lub jéj wolność wrócił;
Ten Hugo nawet, tak drogi, kochany,
Stoi cieżkiemi obarczon kajdany,
Nie patrzy na jéj łzy w oczach wezbrane,
Bardziéj dla niego, niźli dla niéj lane...
Ach! wczoraj jeszcze błękit żyłek drobnych
Krążył po śniegu tych powiek nadobnych,
A które były tak miłéj białości,
Że się zdawały wzywać ust miłości,
Dziś tak palące, zżółkłe i zwiędniałe,
Nie tyle słonią, ile cisną oczy,
Których spojrzenie łzami ociężale,
Coraz się bardziéj tłumem łez tych mroczy.

XI.

Byłby i Hugo nad nią łzę uronił,
Gdyby tak licznych świadków się ochronił,
Całą męczarnię w swojem zawarł łonie,
Dumne, posępne w górę wznosił skronie;