Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/429

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zwija, ciśnie do ziemi — tak w szaleństwo wpadła,
Niby ranę tamując jakiegoś widziadła.
Pyta go i za niego sama odpowiada,
Czasem zrywa się, w drżenie konwulsyjne wpada.
I ucieczkę mu radzi skinieniem swéj dłoni,
Od rojonych widziadeł w rojonéj pogoni.
To pod tą samą lipą znów siada na ziemi,
I twarz swoję zakrywa rękoma chudemi.
Lub dziwne charaktery wciąż na piasku kréśli,
Lecz długo trwać nie mogła ta gorączka myśli.
Jéj zwłoki spoczywają, gdzie jéj leży Lara.
Życie jéj tajemnicze — doświadczona wiara.