Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/420

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Prócz, że biorąc szał siły za rycerską cnotę,
Z piersi swojéj wygnali litość — i zgryzotę.
Nikt nie błagał, bo litość już nie miała ucha,
Na trupie zabitego jeniec zionął ducha,
A dla obu zwycięzcy równie wściekli byli;
I ci, co się za wolność lub za władzę bili,
Rozmyślali, że było im zabitych mało,
Gdy jeszcze do zabicia więcéj pozostało.
Daremnie ktoby szałom wojny się opierał,
Mord i głód naprzemiany cały kraj pożerał:
Palą ognie — i pożar szerzyć się zaczyna,
Nad swym czynem codziennym śmieje się ruina.

XI.

Zrazu wszystkich do bitwy świeży popęd żenie,
Szło za tłumami Lary pierwsze powodzenie.
Lecz wygrana sprawiła ich zagubę całą,
Rozpasane żołnierstwo wodza nie słuchało.
Bez szyku nacierają na wroga bezładnie,
Myśląc, przy tym wygrana, kto pierwszy napadnie.
Łakomstwo krwi, łupieży, nieporządek szyków,
Nadawały żołnierstwu postać rozbójników.
Darmo, co wódz powinien robić, robi Lara,
Darmo wściekłość walczących zawściągnąć się stara.
Głos wodza nie przystudzi w nich do krwi pragnienia,
Ta ręka, co zapala, nie zgasi płomienia.
Przezorny nieprzyjaciel szkodząc niepomału,
Otwiera obłąkanym ślepe oczy szału.
Zmyślony odwód, nocne wycieczki na stronę,
Zasadzki, trud codzienny i bitwy spóźnione;
Brak zapasów, stąd częsty głód i niewygody,
Obozy bez namiotów, nieba niepogody,
Wał twierdzy, co związkowym urąga z kolei,
I drażniona cierpliwość zwodzonych nadziei;
O tém oni nie myślą: — kiedy wróg uderza,
Oni walczą z odwagą starego żołnierza;
Lecz wolą śmierć obecną, całą wściekłość boju,
Niż powolnie się męczyć od trudów i znoju.
Głód dokucza, skwar pali gorącego lata,
W szeregach tysiącami gorączka wymiata.
Zrazu tryumf niewczesny nowe budzi wstręty;
Jeden Lara klęskami zda się być niezgięty,