Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/375

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— „Słuchaj, Gulnaro! gdyby mi za każdą
Kroplę krwi jego, dyamentu gwiazdą
Zapłacić chciano; za każdy włos jego
Dawano sztabę złota dziewiczego;
Gdyby, jak plotą arabscy bajarze,
Skarb w Salomona zamknięty pieczarze
U stóp mi sypał: — za te wszystkie dary
Jednąbym chwilą nie zwlókł jego kary,
Gdybym nie wiedział, że raz w mojéj mocy,
Ujść z niéj nie zdoła, ni znajdzie pomocy.
Tymczasem myśleć kazałem w seraju,
Nad wynalazkiem nowych mąk rodzaju,
I sam rozmyślam, jakich środków użyć,
By ból powiększyć, a życie przedłużyć“.
— „Źleś sobie, baszo! myśl mą wytłómaczył.
Nie chcę, nie radzę, abyś mu przebaczył.
Nie! — chciałam tylko wskazać ci sposoby
Zyskania skarbów; — gdyż co do osoby,
Choćbyś go puścił — w tym, w jakim jest stanie,
Nigdy on całkiem wolnym nie zostanie.
Sam ranny, banda zmniejszona połową,
Byleś chciał, pojmać mógłbyś go na nowo“.
— „Mógłbym go pojmać? — i chcesz, bym dlatego
Miał go dziś puścić? — dziś już pojmanego?
Puścić psa giaura, zbójcę, wroga mego?...
Puścić? — i może powiedzieć, na czyje
Prośby? i komu zawdzięcza, że żyje?...
Chcesz, bym go może nagrodził, pochwalił,
Że mnie chciał zabić, lecz ciebie ocali!?...
Mądrze doradzasz! Słuchaj, ja téż radzę,
Co powiem, zapisz w sercu i uwadze.
Nie wierzę tobie, kobieto! — w téj chwili
Stwierdziłaś sama, co drudzy mówili.
Mów! czy gdy ciebie unosił z pożaru,
Ujść z nim natenczas nie miałaś zamiaru?...
Lecz nie! — milcz raczéj! — ten ogień na twarzy,
Sam już cię więcéj, niżbym żądał, skarzy.
Więc strzeż się, piękna! rada innych zbawiać,
Patrz, czy za tobą będzie się kto wstawiać?
„Rozumiesz? — dosyć! — Przeklęta godzina,
Gdy cię uniosło ramię poganina!..,
Wolałbym, gdybyś!... — Lecz nie! wtedy pewnie
Łzami kochanka płakałbym cię rzewnie.