Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/269

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ale Hassana oczy i rozkazy
Straszniejsze, niźli nieprzyjaciół razy:
I z garstki szczupłéj, ale wiernéj panu,
Żaden nie rzucił swego ataganu,
I żaden podle nie krzyknął „amanu!“
Nieprzyjaciele coraz bliżéj godzą;
Razem ze wszystkich zasadzek wychodzą,
A z gęstwi lasu, dowódca orszaku
Leci sam przodem, na dzielnym rumaku
Któż ten dowódca? Strój nosi albański,
Ale miecz prosty, miecz to chrześcijański...
„Znam go, znam Giaura, wściekły Hassan woła,
Znam go, poznałem ze smagłego czoła,
Poznałem czarne złowrogie źrenice,[1]
Jego nikczemnéj zdrady pomocnice;
Konia czarnego znam, choć leci pędem,
Chociaż nakryty arnauckim rzędem.
Podły odstępco twojéj podłéj wiary!
Teraz cię turban nie zbawi od kary.
Gdziemkolwiek spotkał, w jakiéjkolwiek chwili:
Dobrze, żem spotkał zdrajcę méj Leili!“

Jak się wezbrana rzeka w morze leje
I, morską burzę spotkawszy, szaleje;
Łamią się fale, drżą opoki brzegu,
A nurty ryczą pod pianami śniegu;
Tak się spotkały wrogów zgraje obie,
Losem i gniewem gnane przeciw sobie;
Szable nad uchem grzmią, lecąc w kawały,
Huczą po skałach dalekie wystrzały;
Starcia się łoskot i karabel dźwięki,
Huk karabinów, konających jęki,
Echo żałosne po dolinie szerzy,
Przywykłéj tylko do śpiewów pasterzy!
Liczba niewielka, lecz bitwa straszliwa!
Nikt przebaczenia ni daje, ni wzywa...
Paro kochanków, mocne są twe sploty,
Gdy się ściskacie podzielać pieszczoty:
Lecz nie tak cisną miłości ramiona,
Gdy w nich spoczywa piękność ulubiona:
Jako się barki zwiążą nienawiśnie,
Kiedy wróg wroga ostatni raz ściśnie!

  1. O złych oczach i urzekaniu złém okiem, powszechna jest wiara między ludem w Turcyi i wielu innych krajach.