Strona:Jerzy Liebert - Poezje.djvu/252

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Głos pierwszy (Poezja)

To, w wiosenny przedwieczerz, wichurą
Śpiew zwycięski przez stolicę przebiegł,
Po szkle zbitem, po krwi, po niebie
Wygiął włosy jak łuk na chmurach.


Głos drugi (Poeta)

To liście uschłe, próchna wiatr niesie
Deszcz szary tłucze w wieńce blaszane.
Omywa szary, cmentarny kamień.
To tylko w górze wlecze się jesień.


Mogiły.

Tupot stóp ciągły w mogiły wsiąka.
Tupot nam nami dotąd nic zamilkł.
Mierzą nas w marszu, mierzą krokami,
W koło stóp tysiąc po nas się błąka.


Głos pierwszy

To kolumny w półmrokach wiosennych
Powracają po szerokich alejach.
Nad lufami kasztany się chwieją.
Szumią nad niemi, szumią nademną.


Głos drugi

Przeszli, przebiegli, zmieszani z tłumem,
Roznieśli krwawe plamy po brukach.
Cicho za miastem. Ślady deszcz spłókał,
We mgłach nademną jak kasztan szumi.