Strona:Jerzy Byron-powieści poetyckie.pdf/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Wrzucony w pieca płomieniste jamy
Zgina się, miękczy, lecz zawsze ten samy;
A potem, wedle sztukmistrza rozkazów,
Służy do dania lub odbicia razów:

905 
Albo pierś twoję przed śmiercią zastawi,

Albo pierś wroga śmiertelnie zakrwawi;
Lecz gdy raz śmierci ukuto narzędzie,
Ten, kto je ostrzy, niech ostrożnym będzie! —
Tak ogień uczuć i sztuka kobieca

910 
Najtwardsze serce zmiękcza i roznieca:

Lecz raz nagięte, zmianom nie ulegnie,
I pierwej pęknie, niźli się odegnie.


Jeśli cierpiących samotność ogarnie,
Przerwa mąk tylko powiększa męczarnie;

915 
Pusta pierś, czując otchłanie dokoła,

Chce je zaludnić — i o boleść woła.
Bo nie dzielone każde czucie nudne,
I szczęście samo do zniesienia trudne!
Serce w cierpieniach, gdy samotność widzi,

920 
Chcąc mieć pociechę, wszystkich znienawidzi,

I jest to serce jak człowiek w mogile,[1]
Gdyby z letargu zbudził się na chwilę,
I czuł z wzdrygnieniem, że robactwo toczy
Odżyłe jego oblicze i oczy,

925 
I nie miał siły bronić swych wnętrzności

Od tych szkaradnych, niespodzianych gości.

    »wpierw musi się rozżarzyć, nim nabierze blasku«. — Ruda żelazna szara dopiero po przetopieniu w hucie przechodzi w metal, dający się ewent. polerować.

  1. ww. 921—6 w oryg.: »Jest to tak, jakgdyby umarli mogli czuć zimne robaki skradające się wokół nich i zadrżeli przed temi płazami, pełzającemi, aby ucztować w czasie ich snu, przynoszącego im rozkład, — nie mając siły, by odstraszyć tych zimnych zjadaczy ich gliny!«