Strona:Jerzy Byron-powieści poetyckie.pdf/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Jeszcze niekiedy rumieniec w nich pała:
Znaczno, że dusza nie całkiem sczerniała.
Gmin widzi tylko w tem posępnem oku[1]
Świadectwo zbrodni i pieczęć wyroku;

845 
Pilniejszy badacz odgadnie z wejrzenia

Wielkość umysłu, zacność urodzenia,
Dary niestety zbyt źle umieszczone,
Skalane zbrodnią, smutkiem przetrawione.
Był to przybytek nie podły, nie mały,

850 
Gdy w nim tak wielkie zalety mieszkały;

Dziś został pustym, lecz poważnym gmachem:
Ludzie nań lubią poglądać ze strachem.
Chaty bez dachów w pustkach widzi codzień,
I rzadko do nich zagląda przechodzień, —

855 
Lecz wieża legła w szturmie albo w burzy,

Co się czarnemi ruinami chmurzy,
Wzbudza podróżnych dumania i żale:
Złamane luki, opuszczone sale
Wiele o dawnej powiadają chwale.

860 
W długiej kapicy, w fałdy obwinięty

Zcicha przez kolumn przesuwa się rzędy;
Straszy patrzących, i sam strachem zdjęty
Staje i patrzy na święte obrzędy;
Lecz gdy się ozwał u ołtarza dzwonek,

865 
Księża uklękli, — cofa się w przysionek.

Tam, przy niepewnym pochodni promieniu,
Twarz jego blada połyska się w cieniu,
Tam będzie czekał, aż się nieszpór skończy;
Słucha śpiewania, lecz głosu nie łączy.

870 
Patrz, tam cień rzuca na bielone ściany;[2]

Kaptur opadły i włos rozczochrany,

  1. w. 843. Gmin — ludzie pospolici.
  2. w. 870—1. W przekładzie zmiana obrazu; w oryg.: »Patrz — tam, przy słabo oświetlonej ścianie — kaptur spadł z głowy i spływa włos czarny«.