Strona:Jerzy Byron-powieści poetyckie.pdf/376

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Jak długie w więzach przecierpiałem lata,
Nie wiem, — bo z żalu liczbę ich straciłem,

45 
Odkąd po śmierci ostatniego brata,

Żywy, z trupami w tym więzieniu żyłem.

III

Trzech nas do słupów, jak jakich zbrodniarzy,
Wszystkich osobno uwiązano zrazu, —
Żeśmy nie mogli, podobni do głazu,[1]

50 
Ni kroku ruszyć, ni widzieć swych twarzy,

Chyba przy świetle, co idąc skroś ziemi,
Tak strasznie blado, tak ciemno świeciło,
Że w swoich oczach byliśmy obcemi.
Ręce związane, — serce wolnie biło![2]

55 
Jeszcze nas zrazu to jedno cieszyło,

To, żeśmy mogli, brzękając okowy,[3]
Mówić, i słuchać wzajemnej rozmowy.
Nieraz śpiewana pieśń rycerskiej treści,
Lub z gminnych podań krajowe powieści

60 
Ucho bawiły, za duszę chwytały,

Lecz i te z czasem obmierzły, schłodniały,
A głos nasz przejął ton dzikiego brzmienia,
Niby ton echa od murów więzienia.
Nie był to — może to było złudzeniem —

65 
Głos pełny, brzmiący, jak niegdyś, przed laty,

Gdyśmy, nie gorąc powietrza pragnieniem,[4]
Jeszcze nie znali tych murów i kraty.

IV

Z pomiędzy trzech nas ja najstarszy byłem,
Więc ich, jak mogłem, nadzieją cieszyłem.

  1. w. 49. podobni do głazu, i w. 51. co idąc skróś ziemi — dodatki tłumacza.
  2. w. 54. serce wolnie biło — W oryg.:»połączeni sercem« — w przeciwstawieniu do niemożności połączenia związanych prawic.
  3. w. 56. brzękając okowy — dodatek tłumacza.
  4. ww. 66—7 dodatek tłumacza.