Strona:Jerzy Byron-powieści poetyckie.pdf/375

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jeden w płomieniach, dwóch na polu chwały[1]
Krew swą przelało, — wszyscy równie stali,
Śmiercią rodzica za Boga skonali,
Któremu cześci wrogi zaprzeczały.

25 
Z losu więzienie było trzech udziałem,

Z których żyjący ja jeden zostałem.

II

Jest siedm kolumn gotyckiej struktury,
Pośród starego Czyllonu więzienia;
Jest siedem kolumn, których siwe mury

30 
Jakieś pochmurne światło opromienia.

Snadź promień słońca zbłąkał się w swej drodze,
I wpadł w tę grotę przez szczelinę ściany;[2]
Tam, jak meteor na bagnach zbłąkany,[3]
Wciąż po wilgotnej czołga się podłodze.

35 
W każdej kolumnie jest kruk zakrzywiony,[4]

Na każdym kruku łańcuch zawieszony,
A każdy pierścień łańcucha, jak żmija,
Żelaznym zębem do ciała się wpija.
Ząb ten na nogach dotąd się czerwieni,[5]

40 
Choć już oddawna zdjęto z nich okowy;

A dotąd jeszcze blask obraża dniowy
Wzrok mój, odwykły od słońca promieni!

  1. w. 21. Historyczny Bonivard miał tylko dwóch braci.
  2. w. 32. grotę — Cela Bonivarda była wykuta w skale, stąd można ją uważać niejako za grotę.
  3. w. 33. jak meteor — Korsak nie zrozumiał obrazu Byrona, który mówi tu o ogniku błędnym, świecącym na bagnach; podobnie promyk słońca ślizgał się, rzucając za sobą długi połysk, po śliskiej podłodze.
  4. w. 35. kruk — hak z wielkim, okrągłym dzióbem.
  5. w. 39—41. Korsak nie zrozumiał tu oryginału: »bo zęby jego pozostawiają na tych członkach ślady, które się nie zetrą, aż ja zakończę ten nowy dzień [tj. nową dla mnie, jakby dla świeżo narodzonego, epokę wolności, jednem słowem: aż umrę], który teraz dręczy moje oczy, co tak długo nie widziały dnia« i t. d.