Strona:Jerzy Byron-powieści poetyckie.pdf/367

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Oko, co nigdy snem się nie zawarło,

530 
Martwość na wszelkie wzgardy i pochwały,

Serce, które się samo siebie bało,
Zmilczeć nie mogło — ustąpić nie chciało,
I kiedy postać przybrało spokojną,
Najgłębszą myśli, uczuć wrzało wojną.[1]

535 
Najgrubsze nawet i najtwardsze lody,

Powierzchnię tylko każdej zetną wody, —
Żywy nurt ciągle spodem pruje łoże,
Płynie i nigdy upłynąć nie może.
Twardego hartu był umysł Azona,

540 
Nie mógł on nigdy z swego wydrzeć łona

Dręczącej myśli wrosłej zbyt głęboko.
Próżno, ach! próżno nasza tłumi pycha
Łzę, co się silnie w nasze ciśnie oko!
Rosa ta serca nigdy nie wysycha:

545 
Każda łza, której oko nie wyroni,

W głąb swego źródła cofa się i chroni;
Nic tam jej pierwszej czystości nie zmącą,
I chociaż nigdy na jaw nie dobyta,
Nie wypłakana, przecież żywa, wrząca,

550 
Tem droższa nawet, im bardziej ukryta.

Musiał on często w swojem tłumić łonie
Żal się budzący po synu i żonie;
Nie mógł ten krwawy dwóch ofiar morderca
Zapełnić czczości pustego już serca;

555 
Żadnej nadziei spotkania się z temi,[2]

Co już duszami złączyli się swemi. —

  1. w. 534. To zdanie zaczyna się myślowo: Wtedy właśnie najgłębszą — i t. d.
  2. w. 555—6. W oryg.: »bez nadziei spotkania się z nimi tam, gdzie połączone dusze wspólnie się mają radować«. »Dusze« u Byrona odnosi się ogólnie do wszystkich dusz, a nietylko do duszy Paryzyny i Hugona, co do których nie przesądza Byron czy dostały się po ich śmierci do nieba.