Strona:Jerzy Byron-powieści poetyckie.pdf/362

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jakże boleśnie dźwięk ich serca rani...
Słuchaj! hymn śmierci śpiewają kapłani.
Śpiew ten się zwykle za umarłym wznosi,

380 
Lub też żyjącym bliską śmierć ich głosi.

Hugo to, Hugo spełnia los swój smutny,
Jemu to nucą — jemu spiż ta jęczy...
Przykre odgłosy i widok okrutny...
Na gołej ziemi przed kapłanem klęczy,

385 
Przed nim pień sterczy — a wkoło żołnierze,

Kat obnażoną ręką topór bierze, —
Nad dzielnem, szybkiem przemyślając cięciem,
Lekkiem po ostrzu przeciąga dotknięciem;
Liczne się widze w niemy tłum gromadzą,

390 
Patrzyć, jak syna z woli ojca zgładzą.
XVI

Mile wieczornym przyglądać się wdziękom,
Gdy się do zajścia zbliża słońce letnie.
Nad tym dniem krwawym wzniosło się tak świetnie,
Jakby się tylu urągało mękom.

395 
Zlewa się jasno światło zachodowe

Na potępioną winowajcy głowę,
Gdy ten, przy swoim klęczący kapłanie,
Win się swych zwierza, i żałując za nie,
W całej świętości skruszonego ducha

400 
Tych słów tak błogich i wszechmocnych słucha,

Których dźwięk z Boskiem przebaczeniem spływa
I wszystkie plamy duszy ludzkiej zmywa.
Żywem się światłem ta głowa promieni
I ten włos wdzięcznych i ciemnych pierścieni,

405 
Który tak białą osłania mu szyję, —

Lecz stokroć żywszy odstrzela się promień

    dźwięku i falowej harmonji dzwonów; pierwsze wiersze są krótsze, dalsze nieco dłuższe, a ostatnie dwa są długie i naśladują ostatni, przeciągły dźwięk przy dzwonieniu.