Strona:Jerzy Bandrowski - Sosenka z wydm.djvu/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


smażone bretlingi, również z bulwą, kuch i miętka (wywar z mięty). Więc nie to radowało pocztę, lecz radość powszechna, miłość, która ogarniała serca ludzkie tak, że nawet w ich oczach świeciła. Rzewne rozczulenie z powodu narodzin Dzieciątka, które w niedalekiej przyszłości męką swą miało zmazać wszystkie grzechy i świat odkupić, wdzięczność dla najświętszej Jego Matki, roztkliwienie nad ubóstwem i triumf z powodu hołdu i darów złożonych przez Trzech Króli — po którem to święcie dopiero miał się rozpocząć prawdziwy, wielki połów szprotów.
Mimo że torba była tego dnia dobrze wyładowana, poczta, wybierając się do wioski między morzami, dobrowolnie obciążył się kilkunastu paczkami, przeznaczonemi dla jej mieszkańców.
Zwykle doręczał przekazy, z któremi adresaci sami zgłaszali się na pocztę po odbiór przesyłek, ponieważ jednak poczta wiedział, że przesyłki dzisiejsze są podarunkami wigilijnemi i że Anastazja przez dwa dni urzędować nie będzie, przeto chcąc biednych ludzi uradować, obwiązał wszystkie paczki, ściągnął lejper w „męski węzeł“ , i zarzuciwszy sobie brzemię na plecy, ruszył w drogę.
Dzień był ponury i posępny. Nisko nad ziemią przewalały się po niebie chmury tak czarne, że na świecie ciemno się od nich ro-