Strona:Jerzy Bandrowski - Sosenka z wydm.djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tchnienie wiosny. Potężna Anastazja nieczuła była na piękno wiosny, która dla niej była tylko zapowiedzią zwiększonej pracy i utraty samodzielności, ponieważ na czas sezonu odkomenderowywano zwykle na pocztę urzędnika, wyższego od niej rangą, i do którego wskazówek musiała się stosować. Prócz tego nie mogła być niegrzeczną dla letników, bo nigdy niewiadomo było, z kim się mówi. To wprawiało ją w tak zły humor, że młody poczta ani myślał wtajemniczać ją w to, co widział w uroczysku. Poszukał tedy swych przyjaciół, lorbasów z oberży, którym wszystko opowiedział. Ale lorbasy miały już dość marzeń i nadzwyczajnych historyj, bo oto teraz zbliżała się piękna, złota rzeczywistość. Wkrótce już miał wejść v życie na kolei sezonowy rozkład jazdy. Zacznie się noszenie rzeczy letnikom i oddawanie różnych drobnych przysług, a wiadomo przecie, że za darmaka nikt nie skaka i że letnicy płacą tak, jakby nie wiedzieli, co począć z pieniędzmi. A prócz tego codziennie muzyka do obiadu, do kolacji i do tańca — to też coś da. Więc wysłuchawszy opowiadania młodego poczty i napiwszy się za jego detki, wykpili go bezlitośnie, wiedząc, że już nie potrzebują się z nim liczyć, bo wkrótce sami dość będą mieli grosza na piwo.