Strona:Jerzy Bandrowski - Sosenka z wydm.djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wyjazdowi na morze nie przeszkadzająca. Pomarenki łatwo z nią do Helu doszły, ale wracać przeciw wiatrowi będzie trudno. Napracują się chłopcy.
Stwierdziwszy to, poczta żwawym krokiem ruszył przed siebie.
Już kiedy szedł ku kościołowi, w wiatr smagnął go krupami jak rózgą. Na placu przed kościołem miał wrażenie, że mu cienkiemi strumyczkami krew spływa po twarzy. Gdy wyszedł za wioskę, zimna chłosta stała się tak niemiłosierna, że młody poczta zamknął oczy i przez jakiś czas szedł naoślep. Męka ustała, kiedy znalazł się pod lasem, na ścieżce, wiodącej do leśniczówki. Tam wybiegły na jego spotkanie dwa psy starego Florka. Nie miały bynajmniej złych zamiarów, bo znały pocztę już od lat, prawdopodobnie chciały tylko dać wyraz zdziwieniu, że wędruje w taką pogodę, kiedy, jak się to mówi, psa z budy trudno wypędzić.

    mający najlepsze tonie na Małem Morzu, krzywią się już na sześć rewin, gdy rybacy z Boru, uprawiający połowy głównie na Bałtyku, nie cofają się przed wiatrem na cztery rewiny. Wiatr na dwie rewiny, co oznacza, że trzy czwarte żagla zostały już spuszczone, to już jest sztorm. W ten sposób siłę natężenia wiatru mierzą nasi rybacy. Na większych statkach żaglowych mierzy się siłę natężenia wiatru zapomocą t. zw. skali Beauforta.