Strona:Jerzy Bandrowski - Rajski ptak.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
Ta strona nie została skorygowana.


nym krótko wąsikiem i z szaremi oczami, patrzącemi pogodnie i spokojnie, z pewnym jakgdyby dobrotliwym uśmiechem. W szerokich spodniach z bronzowego manszestru i w takiejż kurtce, opiętej nu ciemnopopielatym swetrze, wyglądał na rzemieślniku, na dostatniego stolarza czy ślusarza, w rzeczywistości jednak był emerytem, żyjącym z niewielkiej emerytury, człowiekiem, jak się można hy!o domyślać, nie bez wykształcenia i nie bez ogłady. Lat mógł mieć około 60—ciu.
Nowoprzybyły bez słowa podał panu Bratowi na powitanie rękę, usiadł przy stoliku wpobliżu bufetu, zsunął na tył głowy ciemnopopielatą czapkę sportową, zapalił papierosa i czekał w milczeniu. Również bez słowa nalał pun Brat większy kieliszek wódki, zaniósł go do kuchni, poczem, powróciwszy za bufet, usiadł. Po chwili weszła Krynia i postawiła przed gościem pół szklanki gorącej, czarnej kawy, zagrzanej z wódką. Pan Piekarski podziękował bardzo grzecznie, zamienił parę uprzejmych słów z Krynią, zapytał ją o zdrowie dziecka, a gdy młoda kobieta wyszła, upił łyk gorącego trunku i rzeki jak gdyby z zadowoleniem:
— Mrrróz!
— Mrozik! — odparł bez przekonania pan Brat, który, nic lubiąc’ emeryta, niechętnie aię z nim zgadzał.
Milczenie.
— Ciemnawo u pana! — zauważył gość, rozglądając się po sali.