Strona:Jerzy Andrzejewski - Ciemności kryją ziemię.djvu/73

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wszystko rozumiejący, co w tej sprawie znaczy milczenie.
— Nie sądzisz, ojcze, że ten obowiązek do mnie powinien należeć?
— Nie, mój synu — odparł Torquemada. — Zbyt blisko stoisz mojej osoby, abyś się miał narażać choćby na cień niebezpieczeństwa. Wystarczy, jeśli uczynisz to raz jeden, dzisiaj. I niech to będzie uznane tylko za akt symboliczny wynikający z twojej godności.
— Ojcze mój! — powiedział pan de Sigura z akcentem rozterki.
Padre Torquemada podniósł powieki, jego oczy pełne były troski i znużonego smutku.
— Spowiadałem się dzisiejszej nocy i jeszcze nie zdążyłem przystąpić do Pańskiego Stołu.
Czcigodny ojciec podniósł dłoń i uczynił nad panem don Carlosem znak krzyża.
— Rozgrzeszam cię więc, mój synu, ponieważ to, co chcesz uczynić, czynisz z prawdziwej wiary i dla jej umocnienia.
— Niech Bóg zachowa cię dla nas przez długie lata, mój ojcze — powiedział pan de Sigura.
Po czym podszedł do stołu i ruchem człowieka nie przywiązującego wagi do jedzenia sięgnął po chleb i ser, do kubka zaś nalał wina. Wypił je z tym samym nieuważnym pośpiechem, odstawił puchar i wówczas, gdy sięgał po chleb — pobladł, dreszcz nim wstrząsnął, poderwał więc rozwarte, lecz już sztywniejące palce do gardła i równocześnie z krzykiem, który uwiązł mu w porażonej krtani, zachwiał się, raz jeszcze, nieporadnie coś bełkocąc, usiłował się podźwignąć, lecz w tej samej sekundzie, z oczyma uderzonymi ślepotą, zwalił się swym wysokim ciałem na stół, ten