Strona:Jerzy Andrzejewski - Ciemności kryją ziemię.djvu/57

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Diego stał nieruchomy. O niczym nie myślał. Ciągle czuł zimny pot na skroniach i serce w gardle.
— Czeka cię, mój synu, wielka przyszłość — rzekł padre de la Cuesta.
Fray Diego dopiero teraz odważył się spojrzeć. Przeor stał o parę kroków przed nim. Uśmiechał się dobrotliwie, lecz w jego oczach była nienawiść.
Nagły spokój ogarnął Diega. „Boże — pomyślał — jak nędzną istotą jest człowiek!“