Strona:Jerzy Andrzejewski - Ciemności kryją ziemię.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wiedliwości Świętej Inkwizycji. Musimy mieć dużo praw i dużo strachu, rozumiesz, mój synu?
Zimny poblask łuny począł nagle wypełniać celę i wśród tej nieziemskiej poświaty czarna sylwetka czcigodnego ojca Wielkiego Inkwizytora zdawała się rosnąć i ogromnieć. Diego, porażony martwym światłem, przysłonił oczy.
— Ojcze! — krzyknął z rozpaczą — królestwo strachu czyż nie jest królestwem szatana?
I w tym momencie, słysząc echo własnego głosu, począł spadać w przepaść.
Obudził się zlany potem i z sercem pulsującym w krtani. W celi był półmrok zmierzchu. W głębi palił się oliwny kaganek. Natomiast nie opodal łoża, z rękoma wsuniętymi w rękawy habitu, stał padre de la Cuesta.
Fray Diego pośpiesznie się zerwał i chociaż ledwie się trzymał na nogach, skłonił siłą przyzwyczajenia głowę i dłonie skrzyżował na piersiach.
— Pokój z tobą, bracie Diego — rzekł półgłosem wielebny ojciec. — Przynoszę ci wielką nowinę.
Daleko odezwała się sygnaturka od sióstr karmelitanek. Diego nie śmiał się wyprostować.
— Sądzę — podniósł cokolwiek głos padre de la Cuesta — że się nawet nie domyślasz, mój synu, jak ogromne spotyka cię szczęście.
— Ojcze — szepnął Diego.
Tamten chwilę milczał.
— Jako twemu przełożonemu dostojny i czcigodny ojciec Wielki Inkwizytor — powiedział wreszcie — polecił mi powiadomić cię, mój synu, że zostałeś powołany na stanowisko osobistego sekretarza Wielkiego Inkwizytora.