Strona:Jerome K. Jerome - Dziennik wycieczki do Oberammergau.djvu/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

— Rozumie się — odparłem — dumny jestem z tego. A czy pan ma co przeciw temu?
— Ani trochę, ale dlaczegóż, u dyabła, mówiłeś pan po norwesku zamiast po angielsku? Ja sam jestem Anglikiem!
I z miną wielce zdziwioną odszedł szybko.
Gdyśmy usiedli, B. rzekł do mnie:
— Wiesz, co ci powiem, ty za wiele posiadasz języków. Twoja wiedza lingwistyczna stanie się naszą zgubą, jeśli nie zdołasz jej utrzymać w karbach. Może, broń Boże, mówisz językiem sanskryckim, lub chaldejskim?
Odparłem, że nie.
— Może po żydowsku, lub chińsku?
— Ani słowa.
— Napewno?
— Ani w ząb. Z miejsca ruszyć nie mogę.
— No, to chwała Bogu — rzekł z ulgą B. — Gdybyś umiał, to z pewnością zawracałbyś głowę sanskrytem wszystkim niemieckim chłopom.
Męcząca jest ta podróż do Kolonii podczas upalnych godzin przedpołudniowych. W wagonie tak duszno, że wytrzymać nie można; zauważyłem to niejednokrotnie, że podróżni lękają się świeżego powietrza, jak trucizny. Lubią napawać się powietrzem przez innych wydychanem i zamykają szczelnie wszystkie okna i wentylatory. Słońce pali i oślepia. Głowa pęka, wszystkie członki bolą. Kurz i sadze pokrywają ubranie, brudzą ręce i twarz. Zasypiamy i co moment się budzimy. Ocknęłem się