Strona:Jerome K. Jerome - Dziennik wycieczki do Oberammergau.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

kuferek, zawołałem: „Nigdy!” dodałem, że jestem Anglikiem i radzę nie narażać się. Powiedziałem im również, żeby się nie spodziewali żadnego okupu, gdyż to się nie zgadza z zasadami mojej rodziny płacić za cokolwiek, a tembardziej za krewnych.
Nie zwracali uwagi na moje ostrzeżenie i pochwycili mego Gladstona. Opierałem się słabo i usnęłem. Gdym się obudził, siedziałem w bufecie. Nie przypominam sobie, bym tam szedł. Widocznie instynkt powiódł mnie tam w czasie snu.
Kazałem podać kawę i bułeczki (musiałem być już wypchany bułeczkami). Przywidziało mi się teraz, że jesteśmy w Norwegii, więc mówiłem łamanym językiem skandynawskim, właściwie umiałem tylko parę słów, pochwyconych w czasie krótkiej na fiordach bytności.
Naturalnie, kelner nic nie zrozumiał, ale przyzwyczaiłem się już do zdumienia cudzoziemców, gdy się do nich zwraca w ojczystym języku, więc wybaczyłem mu to, tembardziej, że żądane przedmioty były pod ręką, wszelka przeto rozmowa stała się zbyteczna.
Wzięłem dwie filiżanki kawy, jedną dla siebie, drugą dla B. i zaczęłem go szukać oczami, ale nigdzie go nie było. Co się z nim stało? O ile sobie przypominam, od bardzo dawna go nie widziałem. Nie wiedziałem, gdzie jestem i co robię. Miałem jakieś niejasne pojęcie, że razem z B. wyjechaliśmy wczoraj, czy przed sześciu miesiącami, żeby mnie kto zabił, nie wiedziałem kiedy, z zamiarem,