Strona:Jarosz Derdowski - O Panu Czorlińscim co do Pucka po sece jachoł.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
XI.

wysiada w Jelitkowie, zwiedza klasztor oliwski, następnie idzie pieszo przez Gdynię, Pierwoszyno, Mechelinkę, Rzucewo do Pucka, skąd już razem ze swoją białką wracają do Chmielna.
Poznajemy się z wierzeniami, bajkami i przesądami ludu kaszubskiego. Widzimy więc wierutnego Smętka z Łesej Gore w jego żewem cele, chternemu nad łeseną widać rodzie — uosobienie „djachła“. Widzimy „morę, co webjego ledzy dusec każdego wieczora“, a dalej słyszymy o ludziach co „z florem na świat przyszli a ciede umiarle, zawde wieszczy bele i zaczęni krew wepijac z onech, co jesz żyją, a czasem z żeco wesuszele całą famniliją“. Słyszymy opowiadanie, co helsci Chałupianie w roku 1836 z czarownicą westworzele — rzecz zresztą autentyczna. W tym bowiem roku za namową pewnego przybłędy padła ofiarą sfanatyzowanych mieszkańców i została utopiona pewna staruszka nazwiskiem Ceynowa, podejrzana, że jest czarownicą. Sprawców ukarano surowem więzieniem, a niedawno, bo przed kilkumastu laty umarł ostatni z zabójców.
Poemat nastraja również uczuciowo, wywołując w czytelniku „zwidy“ przeszłości, gdy Czorlińska śpiewa żabince w kolebce

Ziuziu, ziuziu corulenku
Zabjele cy ojca w renku
Zabjele go ze drudzimi
Toporami żelaznymi.
A w Raduni krwawo woda
Szkoda ojca, żeco szkoda.

Kaszubi byli zawsze gorąco przywiązani do wspólnej matki ojczyzny. Uczucie to i przywiązanie uwydatnia się u Czorlińsciego, gdy słucha w skupieniu opowiadania braciszka Leona w klasztorze oliwskim,