Strona:Janusz Korczak - Pedagogika żartobliwa.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


awanturze zły muszę zaraz iść spać, przychodzą do głowy różne sprzeczne (to znaczy złe) myśli“.
Więc dopiero układy i rokowania przy okrągłym stole, żeby opór skruszyć i obrót pomyślny; no i różne warunki, ograniczenia, zastrzeżenia i targi.
„Nie oddalać się?“ — Dobrze: zakreślimy granice. — „Trepki?“ — Zgoda, i pończoszki też. — „Mleko bez grymasów?“ — Ile: jedna, dwie szklanki, jarzynka na dokładkę? — I termin prekluzyjny, żeby już bez ociągania. — „Robi się: raz, dwa, na pierwsze zaraz wezwanie, bez ociągania, myją (nawet ząbki) — i siup — do łóżka, głowa do poduszki — moment — chrr, śśś, — chrr, śśś“.
A opieka ma ręce rozwiązane.
Ale — umowa nie świstek papieru. Bo co z tego, jeżeli dwa wieczory święcę dyplomatyczne zwycięstwo, a potem — świstek i elementy niechętne cofają koncesję — i święcimy porażkę — i klapa. Znów spać? — A na moje rano uprzejme: „dzień dobry“ — otrzymuję mroźne: „dzień dobry“, bo jestem obca interwencja i nieproszony wtrącam się.
Serdecznie chcę wam pomóc, ale nie dziś i ani słowa o kurach. Drażniący argument.
Ale i wy nie zasypiajcie bananów w popiele. — No bo „potrzebne wam wieczory do wypracowań z polonistyki“: „Jak spędziłem wakacje“. Nie można pominąć wieczorów, bo temat nie pogłębiony. Albo: „praca wieczorna rolnika w związku z charakterystyką Tadeusza“. Albo: „las i rzeka wieczorem w pełni księżyca“.