Strona:Janusz Korczak - Pedagogika żartobliwa.djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dziewiczych niw przemocą ani zdradą
Aż po dziś dzień nie zdeptał obcy wróg;
Znacież ten kraj?... Nie znacie — nie! — Hellado,
Ja ciebie znam i Ares, mężnych bóg!

Wyrzecz się ich, Hellado, ziemio święta!
Twym synem być wart tylko wolny mąż,
A Sparta kark w ohydne zgina pęta!...
Messeno, pójdź i lud ten podły wiąż!

W okowach wlecz do bram swojego grodu,
Na wieczny wstyd do żaren męże kuj!
Lub sprzedaj ich, a dziewice z ich rodu
Do twoich uczt niech ślubny wdzieją strój!

Śród fletnich brzmień niech w igrzysk śpieszą koło
I z wrogiem pieśń na Sparty wznoszą skon,
A, zdobiąc w kwiat Arystomena czoło,
Włochatą pierś do czystych tulą łon!

Bo w Sparcie już krew starych ojców zmarła,
Od Aten chcą, aby im pomoc nieść,
I grożą im — a nie śmią wrogom z gardła
Krwią wydrzeć swą ojczyznę, wolność, cześć!

O światło, zgiń! Niech nigdy promień słońca
Nie spłynie już w skalany trwogą gród!
Niech straszny mrok, panując tu, bez końca,
Skryje ten wstyd, co podły hańbi lud!