Strona:Janusz Korczak - Król Maciuś Pierwszy.djvu/328

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — Nie rób tego Felek. Poco? Ty możesz inaczej odkupić swą winę. Chwila jest poważna, ludzie mi są potrzebni. Możesz mi się przydać.
    — Minister wojny przyjechał — zameldował marszałek dworu.
    Maciuś włożył koronę, och, jak strasznie ciężką koronę — i wszedł do sali tronowej.
    — Panie ministrze wojny, co pan wie? Krótko — bez wstępów. Bo i ja wiem wiele.
    — Raportuję waszej królewskiej mości, że posiadamy trzy fortece (było pięć), czterysta armat (było tysiąc) i dwieście tysięcy zdatnych do użytku karabinów. Naboi mamy na dziesięć dni wojny (było na trzy miesiące).
    — A buty, tornistry, suchary?
    — Składy są całe, tylko marmolada zjedzona.
    — Czy wiadomości pana są ścisłe?
    — Najzupełniej.
    — Czy pan sądzi, że prędko będzie wojna?
    — Polityką się nie zajmuję.
    — Czy zepsute armaty i karabiny prędko można doprowadzić do porządku?
    — Część jest znacznie uszkodzona, inne możnaby naprawić, o ile piece i kotły w fabrykach są w porządku.
    Maciuś przypomniał sobie widzianą fabrykę i spuścił głowę: korona stała się jeszcze cięższą po tej uwadze.
    — Panie ministrze, jaki duch panuje wśród wojska?
    — Żołnierze i oficerowie są rozżaleni. Najbardziej ich boli to, że muszą chodzić do szkół cywilnych. Kiedy już otrzymałem dymisję…