Strona:Janusz Korczak - Bankructwo małego Dżeka.djvu/88

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Napewno pozwoli. Wiesz co powiedziała o tobie kierownikowi?
— No co?
— Że jesteś »szczególny chłopak«. Daj pyska, brachu, ty jesteś szczególny, a ja mam ruchliwy umysł.
— Co znaczy: szczególny chłopak? — zapytał się Dżek.
— Choroba tam ich wie. Ja ci mówię, że się z nią kierownik ożeni.
— Dlaczego?
— Już ja się na tem znam. Jak wychodzili, to ją trącił czy coś i powiedział: Pardon.
— Więc co?
— Jak kawaler z panną zaczynają: pardon i merci, to się napewno ożenią.
— A co znaczy merci?
— Merci, to po francusku: dziękuję.
Dżek przypomniał sobie, że tak właśnie powiedziała pani, kiedy kierownik podał w kancelarji palto. — Jak ten Fil wszystko wie — tylko szkoda, że taki łobuz.
— Ach, Fil, żebyś ty był spokojniejszy.
— A co ja robię?
— No, pomyśl tylko, czy można o pani mówić: »choroba ich wie«.
— Głupi. Przecież nie na panią tak powiedziałem, tylko wogóle.
— I mówisz, że pani się ożeni z kierownikiem?
— No i co w tem złego? Wezmą się pod rączkę i będą sobie chodzili.