Strona:Janusz Korczak - Bankructwo małego Dżeka.djvu/218

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — Samolub, sobek, nieużyty, sknera.
    Dorośli mówią:
    — Egoista.
    Wszystko tylko dla siebie.
    A są, którzy nie myślą o sobie, a chcą każdemu usłużyć i pomóc.
    Dżek był właśnie taki. I dlatego bankructwo kooperatywy, chociaż z winy Forda i Taylora, a właściwie wskutek nieszczęścia, dotknęło go tak bardzo.
    Co teraz będzie?
    Na pauzie, prócz paru, którym z łaski pozwalają się bawić w futball, inni nie mają co robić. W niedzielę nawet ci pięciu, którzy z wsiadaniem jeżdżą na rowerze, nie mogą wyjechać za miasto. A na przyszły rok czy uda się odbudować kooperatywę, żeby znów mogli kupować, czego im potrzeba?
    Dżek miał piękne plany na początek roku: nawet książki szkolne chciał sprzedawać w kooperatywie. Bo w czwartym oddziele potrzeba wiele książek, a są chłopcy biedni. Już miał Dżek dwie konferencje z mister Taftem. Nikt z chłopców nie myślał, co będzie po wakacjach, najwyżej umawiali się, kto z kim chce siedzieć razem. Ale Dżek z góry chciał już przygotować.
    I tak jest właśnie w handlu, że w lecie przygotowuje się wszystko na zimę, a w zimie na lato.
    Już w lecie szyją krawcy zimowe palta i ubrania, a w zimie zamawiają kupcy na lato w fabrykach i u rzemieślników.
    Dzieci wtedy dopiero myślą, kiedy im zaraz po-