Strona:Janusz Korczak - Bankructwo małego Dżeka.djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pisały. Dżek strasznie się martwił, ale mister Taft go pocieszał:
— Przyjacielu Fulton, wszystko, co się robi, raz się lepiej udaje, raz gorzej. Na to niema rady. Kto nic nie robi, ten nie popełnia błędów, ale się też nie uczy. Oszukali cię, i teraz już wiesz, że jest handel uczciwy, solidny, i handel szachrajski, spekulacyjny, że jest towar dobry i tandeta. Dobre wieczne pióro jest drogie, a amatorów na wieczne pióra wielu. Pióro — to nie zabawka. A czy niema w sklepach — zegarków do zabawy, które idą tylko wtedy, kiedy się kręci? Ani śmiać się z ciebie, ani wymawiać nie mają prawa. Bądź ostrożniejszy i twoi koledzy niech się nauczą ostrożności.
Ba, łatwo mister Taftowi mówić. Nie udało się Dżeka ani klasy przekonać.
A w dodatku zrobiło się ciepło, i skończyła się ślizgawka.