Strona:Janusz Korczak - Bankructwo małego Dżeka.djvu/146

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dokazuje, i pani go wyrzuca. Albo coś pani opowie albo przeczyta. Nawet jak jest trudna lekcja, trudne zadanie, dyktando albo wypracowanie, przyjemnie się pomordować. I przyjemnie, jak coś wiedzieć, i pani się pyta: »kto wie?«, albo jak się umie, i pani wywoła.
Są i w szkole przykrości, że czasem się ktoś przyczepi, albo dokucza, albo o coś posądzają, a to nieprawda. Albo pani się gniewa. A już najgorzej, jeżeli niesprawiedliwie.
No, ale jak szkoły niema, zapomina się co nieprzyjemne, i zaczyna się nudzić. Bo przyjemna niedziela, że się jeden dzień nie idzie, ale w święta, jeżeli długo trwają, już się potem zaczyna przykrzyć.
Najważniejsze, żeby ułożyć plan, co się przez cały dzień będzie robiło. I Dżek taki plan ułożył. Jak wstanie, pomoże w gospodarstwie, żeby mama się tak nie męczyła. Dżek umie obierać kartofle, nie bardzo prędko, ale cienko obiera. Lubi zamiatać pod łóżkiem, pod szafą, bardzo lubi z szafy kurz wycierać. Najlepiej lubi roboty, kiedy trzeba zrobić coś wysoko albo odsuwać ciężkie rzeczy, naprzykład kosz, komodę, wyjmować z szafy naczynia.
Potem Dżek będzie wychodził z Mary. Biedna Mary nawet do ochronki nie chodzi i bardzo się nudzi. Tak czeka na powrót Dżeka ze szkoły, a Dżek nie zawsze ma czas i ochotę z nią się bawić. Podczas świąt, zupełnie co innego. Tak, codzień będzie z nią wychodził. Tylko Mary koniecznie musi się przedtem załatwić, bo jak mama się pyta, czy po-