Strona:Janusz Korczak - Bankructwo małego Dżeka.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tak się skończyła rozmowa z Hortonem.
Trudno: gdyby Horton chciał, mógłby lepiej i więcej powiedzieć, ale i tak był mu Dżek wdzięczny. Książka magazynowa jest naprawdę potrzebna. Ważne bardzo, żeby zapisać, co się kupuje i co sprzedaje. I jak się trzeba pilnować, żeby się nie omylić, albo nie zapomnieć wpisać. Horton chciał się pochwalić, że ma wszystko w porządku, i było mu nieprzyjemnie.
I jakie to podobne do arytmetyki:
— Kupiec kupił 5 tuzinów kajetów i sprzedał 10, 4, 5, 3 i 5. Ile mu zostało? Pierwsze pytanie: ile kajetów kupiec kupił? Trzeba 12 pomnożyć przez 5. Ile kupiec sprzedał? 10 + 4 + 5 + 3 + 5 = 27. Ile mu zostało? Nawet może być i tak: ile mu zostało, jeżeli zapomniał zanotować jeden sprzedany kajet?
Jakie to ładne. Zupełnie, jak czarodziejska sztuka. Bierze do ręki kajet i mówi: »w tej zamkniętej szafie jest tyle tego, tyle tego, tyle tego«. Otwierają szafę, liczą — i naprawdę zgadł: wszystko się zgadza. Żeby pokazać komuś, dzikiemu jakiemu, toby myślał, że czary. Patrzy na jakieś kreseczki i wie, co się dzieje w zamkniętej szafie, do której nigdy nie zaglądał.
Dlaczego Dżek się ociągał, dlaczego nie zaczął odrazu?
Bo nie wiedział i bał się, że zrobi głupio, i zaraz z początku zepsuje. Bo początek nietylko jest najtrudniejszy, ale i najważniejszy zarazem.
Więc przedewszystkiem.
Czy zakupić kajety i inne przybory tak, żeby