Przejdź do zawartości

Strona:Jan Tarnowski z Dzikowa.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.


MOWA NA POGRZEBIE
JADWIGI Z ZAMOYSKICH KSIĘŻNEJ LEONOWEJ
SAPIEŻYNY
w Krasiczynie dnia 4 kwietnia 1890 r.

W całym ciągu dziesięciowiekowych dziejów naszej Ojczyzny, od początku jej istnienia, przez czasy najbardziej jaśniejące chwalą, aż do dni największej niedoli, znajdujemy nie rzadko żywe przykłady poświęcenia i cnót niezwykłej miary, które pozostaną zawsze chlubą naszego narodu i naszej przeszłości, a są zarazem jakby przez Opatrzność nam zesłane, na wzór dla wszystkich, na otuchę i pokrzepienie serc wątpiących i zbolałych.
Obok licznych postaci wielkich mężów, co radą i ramieniem służyli Ojczyźnie, obok twórców jej wielkości i tych, co usiłowali dźwigać ją w upadku, jaśnieją na niejednej karcie tych dziejów niewiasty, których pamięć otoczona jest czcią i dziwnym jakimś urokiem.
Zwykliśmy uważać je za patronki naszej Ojczyzny, ufni, że ich niegdyś tu na ziemi położone zasługi i ich nadziemskie pośrednictwo, przechylą nam może kiedyś szalę Boskiej sprawiedliwości.
Szereg tych postaci niewieścich otwiera jedna z pierwszych, święta matka poległego pod Lignicą bohatera, a jakby z jej imieniem łączył się u nas przywilej niezwykłej zasługi i świętości, widzimy królową, która zaparciem się własnem i zrobioną z siebie ofiarą, łączy losy swoich ludów i dając począ-