Strona:Jan Sygański - Historya Nowego Sącza.djvu/545

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i kto wie, coby wypadło, gdyby go Talarowicz nie był przestrzegł, aby się miał na ostrożności.
Tu już nie było żartów. Norkowicz przyszedł na ratusz, żaląc się, iż nie jest życia bezpieczny przed Gądkami i Cieńkami. Wymawiano mu, iż ich niepotrzebnie zaczepia; wkońcu jednak musieli go Gądkowie przeprosić o zagrożenie życiu, musieli mu zwrócić nakładu prawnego 8 złp. i pod winą 100 grzywien uroczyście ślubować, iż na cześć ani życie jego nie będą następować, ani sami ani przez nastawione osoby.
Nie pomogła jednak Gądkom ta nauka, bo lżenie i kłótnie stały się ich drugą stroną. Ukończywszy sprawę z Norkowiczem, wznowili ją znowu z Sławińskim, lżąc go i zowiąc rozbójnikiem i zohydzając przed ludźmi, iż ich chciał rozbić i z zbójcami spółkę trzyma.
Sławiński nie mogąc ścierpieć takiej ujmy honoru swego zapozwał Gądka przed sąd, domagając się, aby mu albo dowiódł albo odwołał zarzuconą zbrodnię. Dowieść nie mógł i przyznał się do winy. Sąd więc ławniczy bacząc: iż tyle razy i tak ciężko sławę bliźniego szarpał i przed światem zohydzał, aby podobnego oszczerstwa przykład żywy przed oczyma miał, nakazał odwołanie publiczne w te słowa: „Zeznaję, że com przeciwko panu Sławińskiemu mówił, tom niecnotę mówił, i biorę to napowrót w gębę swoją“. Dokonawszy tego odwołania, miał odsiedzieć 3 tygodnie w kabacie, a drugie 3 na ratuszu za kratą. Chciał apelować, lecz mu nie pozwolono, jako w sprawie honorowej.
Mimo to nie ustały zaczepki, kłótnie i swary, jeżeli nie od Gądka, to od żony jego, Zuzanny Cieńkównej. Sławiński, rad nie rad, musiał znowu pozywać i prawować się, aż wkońcu za wyrokiem polubownym najznakomitszych księży i mieszczan otrzymał wynagrodzenia szkód i nakładów prawnych 50 złp. Nakazano przytem Gądkom, aby samoczwart[1] przeprosili obrażonego i wiecznie o tej sprawie zamilczeli[2].

4) Pani starościna, Zofia Stanowa, była to pani pobożna, ludzka i wcale nie wyniosła. Lubili ją też ludzie, a mieszczki czciły ją, jakby jaką królowę. Kiedy w r. 1633 po długiej niebytności wróciła do Nowego Sącza, to pani burmistrzowa Łopacka wraz z paniami rajczyniami, wziąwszy 2 garnce wina, szły na

  1. Sami z 3 innymi.
  2. Act. Scabin. T. 54. p. 223, 249, 255, 272.