Strona:Jan Sygański - Historya Nowego Sącza.djvu/424

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   171   —

wie wyłącznie sprowadzali je dla siebie, w celach czysto handlowych, i to jest głównie przedmiotem naszej tutaj uwagi.
Wina, sprowadzane do Nowego Sącza, rozchodziły się albo na miejscu i po dworach szlacheckich najbliższej okolicy, albo też rozwożono i spławiano je po wszystkich stronach Polski. W samym Nowym Sączu spotrzebowały go najwięcej 3 wówczas znaczne szynki winne, których właścicielami byli: pisarz miejski, Matys Bereza, Cichoniowa i Mirkowa[1], gdzie konsum jednem słowem był ogromny. Zwłaszcza ten pierwszy kupował całemi beczkami, co najlepiej dowodzi, że i odbyt u niego także musiał być odpowiedni. Gdy Tymowski w r. 1618 kupił znowu od Janusza Deżeffiego 16 beczek po 26 złp. 20 gr., Bereza na drobną sprzedaż wziął natychmiast 6 beczek. Podobnie w r. 1620, kiedy szlachta całej Polski ruszyła na Turka i po wszystkich królewszczyznach zjeżdżali się zbrojni pod swoje chorągwie, a Tymowski zakupił w Muszynie od Rokickiego 12 beczek po 57 złp., to Bereza brał beczkę za beczką, a szlachta zbrojna wypijała. Tak samo znowu w r. 1621, kiedy w spółce z Janem Łykawskim zakupił u Zacharyasza Gutsmittla w Kesmarku raz 27 beczek po 44 złp. 12 gr., a drugi raz 44 beczki po 46 zł. węg., Bereza pierwszy przybył i wziął 2 beczki po 60 złp. — Cena wina w pomienionych trzech szynkach, zwłaszcza od r. 1622, kiedy pan Stradomski, jako podwojewodzy, zawezwał Tymowskiego do ustawy cen wina, wynosiła za kwartę 6 gr., u Mirkowej zaś później 7 gr.

Oprócz tych nadzwyczajnych wypadków, w których w pomienionych winiarniach wypijano wina w większej ilości, okoliczna szlachta także w życiu codziennem i wśród okoliczności wcale zwyczajnych należała do najlepszych gości i konsumentów wina. I tak kiedy Tymowski w spółce z Jędrzejem Jordanem (1615 r.) zakupił w Torysie u Istwana Peregrina 24 beczek po 111 złp., na które od pana podstarościego, Sebastyana Gładysza, pożyczył był 400 złp., pan podstarości, tak blizko zetknięty temi winami, raczył osobą swą godną zaszczycić Tymowskiego, i przy pogadance o tem i owem wraz z siądami wypito 3 garnce wina. Pan podstarości opowiadał też przed bracią szlachtą o dobroci wina i przysłał 13. września po półgarnca na okaz. Wielmożny Pieniążek z Kruźlowej i Simbar, brat starosty grodowego Lubomirskiego, uznali dobre jego własności i udali się do Tymowskiego wraz z panem podstarościm i zapewne

  1. Żona Wojciecha Mirka, organisty przy kollegiacie, którą Tymowski nazywa stale Organiściną.